Pomiń zawartość →

Brzydkie słowa

Jest takie brzydkie słowo na „s”. Wszyscy, nawet ja, unikamy go i boimy się je wypowiadać. Bo to takie płytkie, nieeleganckie i dosadne. „Sprzedaż”. Tfu, tfu. Czy ja na serio to napisałem? Nie. Przecież w nowej erze shoppping experience, omnichannel i storytelling’u chodzi o wszystko, tylko nie o sprzedaż.

Mamy walczyć o emocje klienta, jego lojalność i pozytywne doświadczenia. Nie o jego kasę. Tylko, czy to prawda? Czy zamieniając sklepy stacjonarne w showroomy pokazujące rzeczy, kupowane i tak w intrenecie, albo wstawiając np. stół bilardowy do salonu z odzieżą męską, by faceci mogli pograć i pobawić się z kumplami (a nie kupić marynarkę), tak naprawdę nie sprzedajemy? Nie wpływamy na decyzje? To, po co to robimy?

Stańmy twarzą w twarz z tą okrutną realnością: to wszystko jest po to, by ostatecznie sprzedać. Nie teraz, natychmiast, wcisnąć coś konsumentowi, który potem do nas nie wróci, ale po to, by zbudować markę tak pożądaną, tak lubianą, że to właśnie do nas, w razie potrzeby, klient skieruje najpierw swe kroki.

Innym brzydkim hasłem handlu jest wyraz na „l”. Luksus. Słowo, które nic już nie znaczy. Co jest luksusowe? Mydło znanej, popularnej, taniej marki („podaruj sobie odrobinę luksusu”), kubek kawy lepszej od innych, bo nierozpuszczalnej, wakacje w polskiej strefie (ze schabowym i disco polo) w Grecji? A może luksus to nocleg w hotelu Mark w Nowym Jorku (cena zaczyna się od 75 tysięcy dolarów za noc), lub kolacja złożona z pięciu dań w trzygwiazdkowej (Michelin nie przyznaje więcej) restauracji gdzieś w Paryżu?

Luksus to „brzydkie słowo”, bo może być równie ironicznie obraźliwe („Marian, tu jest jakby luksusowo”), co nic nie znaczyć. To słowo, od którego wielkie marki uciekają (bo Millenialsi i Generacja Z nie lubi zbytku i nadmiaru), a małe sięgają zbyt często (bo ciemny lud to kupi). I właśnie nad tym zjawiskiem i znaczeniem wyrazu na „l” zastanawia się w roku 2018 Selfridges. Oprócz pięknych witryn (kilka zdjęć na końcu artykułu), ten wiekowy dom handlowy organizuje debaty, zachęca ważne osobistości ze świata sztuki i mody do wyrażenia swoich opinii na temat luksusu.

Czemu? Bo mamy rok 2018 i jeżeli, chcemy ponownie dotrzeć do klientów, szczególnie tych młodszych, musimy opowiedzieć retail na nowo. Bo luksus to coś tak unikalnego i osobistego, że warto mu poświęcić chwilę i pokazać, że dążenie do niego jest uniwersalne. A sprzedaż to nie tyle sama transakcja kupna, tylko wszystko to, co do niej prowadzi. Pełny proces opierający się na emocjach, zaufaniu i korzyści dla obu stron (sprzedającego i nabywającego).

Nadchodzi nowa era w handlu. Tyle, że jeszcze nie ma własnego słownika. Czas go napisać.

    

P.S. Jeśli jeszcze nie widzieliście, koniecznie zobaczcie piękne „luksusowe” wideo od Selfriddge, a tu znajdziecie więcej informacji o projekcie „Radical Luxury”.

Opublikowano w BLOG BLOG VM TRENDY VM

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *