Pomiń zawartość →

Sklep w wielkim mieście

Jest taki odcinek „Sexu w wielkim mieście”, gdzie Carrie zabiera jednego ze swoich chłopaków (Bergera) na zakupy do nowojorskiego sklepu Prady (Prada Epicenter – tak sama marka nazywa owo miejsce). Widzimy przez chwilę wnętrza budynku: ogromne schody z kilkoma rzędami manekinów, przestronne przestrzenie nie do końca wypełnione produktami, wielką ścianę pokrytą graffiti w kreskówkowym stylu. Sprzedawcy są bardzo przyjacielscy, traktują klientów indywidualnie (całują się na powitanie, znają imiona partnerów, itp.), umilają czas spędzony w „butiku” szampanem czy „zwykłym” cappuccino. Nieobyty z takimi zwyczajami Berger wypowiada zdanie, które często mi się przypomina: „You know, on my planet, the clothing stores have clothes” (w wolnym tłumaczeniu: „Wiesz, na mojej planecie, sklepy odzieżowe sprzedają odzież”).

Sklep przypominający galerię sztuki, gdzie przychodzi  się spędzać swój wolny czas, np. na randkę, wszystko co dziś nazywamy „kreowaniem doświadczenia zakupowego”, może wydawać się mało oryginalny (szczególnie jeśli interesujecie się trendami w handlu, czy szczegółowo czytacie mojego bloga), jednak nie zapomnijcie, że odcinek, o którym Wam opowiadam, wyemitowano 15 lat temu. Już wtedy zaczęto poszukiwać nowych dróg dotarcia do konsumenta, pokazując, że zakupy nie są tylko kupowaniem rzeczy, ale czymś (zdecydowanie) więcej.

Prada Epicenter jest jednym z tych sklepów, które zmienił nasz sposób kupowania czy wręcz rozumienia mody. Sztuka i luksus połączone z nonszalancją i łamaniem zasad to wciąż dobra (najlepsza?) recepta na dotarcie do współczesnego klienta. W tym sklepie było wszystko: klatki z drutu, w których zawieszano manekiny i – ewentualnie- ubrania, ruchome ścianki, ciągłe zmiany w ustawieniu mebli, przemalowywanie ścian, inteligentne lustra, śledzenie położenia produktów przez fale elektromagnetyczne i tak dalej.  Po co? Bo dzisiejszy konsument się zwyczajnie nudzi i trzeba coś zrobić, by chciał nosić ubrania i akcesoria danej marki. Choć niektórzy krytycznie określają takie postępowanie zamienianiem sklepów w showroomy, gdzie na dodatek nie tyle ważny jest produkt, co wszystko inne (np. architektura wnętrza, doznania estetyczne, miła obsługa klienta, przeżycie przygody, itd.), to właśnie takie odwrócenie perspektywy uznaje się za jedyny ratunek dla większości sklepów stacjonarnych.

Pomyślmy jeszcze chwilkę – co by było, gdyby to mnie Carrie zabrała na randkę do Prady? Na pewno bym się z nią nie dogadał (najmniej ją lubiłem ze wszystkich czterech przyjaciółek) i pewnie również nie kupiłbym czerwonej koszuli, jak nie kupił jej, mimo wysiłków sprzedawcy, Berger (i tak jak w jego przypadku powód byłby jeden: ekonomiczny 🙂 ).  Za to mógłbym podziwiać wnętrze, docenić nietypowe technologiczne rozwiązania, przymierzać piękne ubrania do upadłego i popijając szampana, wygłosić kwestię: „ You know, on my planet, the clothing stores have anything but the clothes. And I love it”. Myślę, że te sceny miały by szanse stać się kultowymi.

P.S – już na poważnie: oto kilka (starszych) zdjęć Prada Epicentrum. Teraz sklep wygląda znowu inaczej. I choć wiele innych miejsc można dziś określić jako bardziej zasługujących na miano „sklepu przyszłości”, to warto pamiętać o prekursorach traktowania zakupów jako nie tyle sprzedawania samego produktu, co prezentowania/dostarczania wartości, idei, filozofii marki.

 

 

Prada Flagship Store - Rem Koolhaas and OMA
Źródło: flickr Autor: Scott Norsworthy

IMG_1313.jpg
Żródło: flickr Autor: Forgemind ArchiMedia

Rem Koolhaas - 比佛利普拉達旗艦店 Prada Epicenter 11.jpg
Żródło: flickr Autor: Forgemind ArchiMedia

Rem Koolhaas - 比佛利普拉達旗艦店 Prada Epicenter 09.jpg
Żródło: flickr Autor: Forgemind ArchiMedia

Rem Koolhaas - 比佛利普拉達旗艦店 Prada Epicenter 10.jpg
Żródło: flickr Autor: Forgemind ArchiMedia

Opublikowano w BLOG BLOG VM TRENDY VM

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *