Pomiń zawartość →

Work in progress

Zacznijmy od przeszłości. Trzy lata temu na targach Euroshop w świecie mebli stawiano na kubiki. Jako trendy pokazywano prezentację produktów na jednym poziomie oraz duże uporządkowanie form (kąty proste: kwadraty, prostokąty, sześciany, itd.). Jako nowości przedstawiano meble z różnych łączonych materiałów bądź stylów. Meble były stare i nowe jednocześnie, czy pełniły funkcję półek i gondoli w tym samym czasie. Pojawiały się również rozwiązania organiczne. Meble, które zmieniały formę, bardziej „żywe”, nawiązywały swoją postacią lub funkcjonalnością do organizmów żywych. Najważniejszą jednak tendencją były nowe technologie, w każdy przecież kształt można wpleść interaktywny ekran dotykowy.

Tym razem ten ostatni temat był wprawdzie widoczny (np. pokazywane tu i ówdzie wirtualne lub powiększone systemy rzeczywistości, czy prezentacja firmy Umdasch – mówiące roboty, obrotowe meble sklepowe), lecz nie zdominował narracji. W 2017 roku w Düsseldorfie zagościł minimalizm. Meble wolnostojące, czy systemy półkowe pokazywane na targach w zdecydowanej większości były proste, ich siłą była czystość przekazu i wpisanie się w obowiązującą, współczesną estetykę. Gondole były najczęściej podwieszane do sufitu, a półki przyczepiane w jak najbardziej niewidoczny sposób do ścian, podświetlane od dołu. Wszystko jakby „pływało” w powietrzu. Efekt ten podkreślano dodatkowo odpowiednim oświetleniem (tu pozwolę sobie odesłać Was do tekstu: morethanvm.com/blog/czwarty-wymiar-sprzedazy/).

Iluzoryczność, swego rodzaju magię osiągano również poprzez użycie luster. Stoisko firmy D’art to przykład przewijającego się motywu wzornictwa inspirowanego warstwami i tajemniczością.  Przestrzeń wystawiennicza była zabudowana lustrzanymi panelami. W ramach wyjaśniania filozofii marki, którą wyrażono hasłem „From Scratch” to, co „napisano” na podłodze odbijało się na ścianie, czy było wyświetlone przy pomocy ukrytych za lustrem paneli LED.

„Magiczny” miała być również przestrzeń reklamująca agencję Designplus. Co 10 minut stoisko „ruszało się”, niektóre ściany się obracały, część przesuwało, by pokazać inną konfiguracje mebli. Wszystko po to, by zaprezentować różne etapy projektu – „Work in progress”. Naszą podróż po świecie design’u powinniśmy zacząć od obejrzenia portalu symbolizującego narodziny pomysłu, potem mieliśmy przejść do pokoju analityków, gdzie odbywał się „briefing”. Następnie wchodziliśmy do „świątyni”, gdzie „działa się” kreacja i dalej do pokoju rozwoju projektu. Proces produkcyjny miał miejsce w fabryce, a ostateczna koncepcja została zrealizowana w pracowni sprzedaży. Na końcu znajdowaliśmy miejsce relaksu i refleksji.

W inny sposób ten sam temat – czyli zaakcentowanie samego procesu tworzenia nowych sklepów i konceptów – pokazała firma Schwitzke. Tu również nawiązano do estetyki „niezwykłości”, „tajemnicy”, ale i super-indywidualnego podejścia do projektowania. Z jednej strony można było zaobserwować Uwe Bürkle – artystę, który rzeźbi w piasku (jak bardzo to symboliczne!), z drugiej można było się przejść po mini-labiryncie unaoczniającym koncept „Open Retail Trail”. To wariacja na temat wcześniej opisanych procesów – dążenia do tego, by każde shopping experience było wyjątkowe, związane z konkretnym sklepem, konkretnym brandem. Projektowanie sklepu staje się zatem wymyślaniem doświadczenia zakupowego, a nie kopiowaniem gotowych rozwiązań. Świetnym pomysłem był również „pokój zwierzeń” (nazwany przewrotnie „Retail Therapy”) – gdzie każdy odwiedzający mógł ponarzekać na to, co go denerwuje w sklepach –  a najlepsze wypowiedzi miały być nagrodzone darmowymi konsultacjami, by „naprawić” wymienione błędy i niedociągnięcia.

Wypada jeszcze odnotować, że wielu wystawców sięgało do materiałów typu „Lo-Fi”, takich jak płyty wiórowe, brązowy papier i tektura falista (ta ostatnia w rzeczywistej falistej postaci –  elastycznej, giętkiej, pozwalającej na ogrom zastosowań). Wymienione surowce zawsze jednak pokazywano w sposób nie oczywisty – albo w połączeniu z nowymi technologiami, albo tak, by „taniość” tworzyw była niewidoczna. Tak, jak w przypadku manekinów – to, że coś jest eko nie oznacza, że ma wyglądać tanio (porównaj: http://morethanvm.com/blog/super-herosi-emocji). Z kolei w halach poświęconych wystawiennictwu targowemu skupiano się na rozwiązaniach panelowych i nawiązujących do estetyki kontenerów. Wszystko ma się dać łatwo i szybko złożyć, przenieść, zmienić formę.

Moim ulubionym miejscem na targach (wiem, że o tym już pisałem) była wioska – The Village, czyli  wspólna przestrzeń wystawiennicza firm: Vitra (systemy sklepowe), Vizona (architektura dostosowana do indywidualnych potrzeb), Ansorg (oświetlenie). Pięć fikcyjnych sklepów urzeczywistniało  wszystko to, do czego prowadzi design oparty na unikalności, konkretnych wartościach i doświadczeniu zakupowym. Było to miejsce i estetyczne i funkcjonalne i tajemnicze. Moim zdaniem wyraziło również jeszcze jeden istotny trend. Współpracę. I choć brzmi to idealistycznie to według mnie taki kierunek należy obrać patrząc w przyszłość. VM przyszłości to VM kooperacji.

Opublikowano w BLOG

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *