Pomiń zawartość →

VM w rozkwicie

Podobno nie ma takiego miasta (jest tylko Lądek. Lądek Zdrój). Przecież nie może istnieć miasto, w którym co roku przez tydzień 50 sklepów rywalizuje, by zdobyć nagrodę. Nagrodę będącą tylko tytułem (nie ma premii pieniężnej, ulgi w podatkach – nic. Jest tylko zwykły dyplom). Na dodatek, aby ją zdobyć potrzeba ogromnych środków, nie lada wyobraźni, precyzji i umiejętności szybkiego wprowadzania zmian.

Dobra, to teraz konkretnie – mówię o londyńskim festiwalu Chelsea in Bloom. Przez tydzień witryny wielu ekskluzywnych salonów zmieniają się we florystyczne, trójwymiarowe cuda. Tegoroczni zwycięzcy tego unikalnego konkursu właśnie zostali ogłoszeni. Może podziwiać ich dzieła m.in. tu.

Oczywiście nie każdy VM musi być florystą. Jednak podstawowa wiedza na temat świeżych kwiatów i ich znaczenia w sklepie jest wymagana przez wiele marek, które właśnie poprzez porozstawiane tu i tam flakony z liliami, chcą podkreślić swą luksusowość.

Najczęściej preferuje się ustawianie wazonów na pierwszych stołach, w miejscach, gdzie prezentujemy akcesoria lub w okolicach kasy. Ważne, by kwiaty nie były głównym elementem na danym meblu (wciąż chodzi przecież o produkt, nie o dekoracje) i by nie były zbyt mdłe, nie zlały się z tłem.

Najpopularniejszymi gatunkami stosowanymi w kwietnych points of sale są: lilie, storczyki, gerbery, tulipany, róże, żonkile. Ich kolor powinien być dostosowany do przedstawianych obok nich produktów, całej kolekcji, kolorystyki mebli i wnętrza salonu. Używa się głównie wazonów ze szkła lub innych przezroczystych materiałów (np. akryl) o prostych owalnych, lub cylindrycznych kształtach.

Komponowanie bukietu polega w tym przypadku na wyborze danej rośliny – jej rodzaju i kolorze i po prostu umieszczeniu (w pęczku lub równomiernie) we flakonie. Rzadko miesza się kolory czy dodaje gałązki lub liście, choć niektórzy wolą, gdy bukiet prezentuje się „na bogato”.

Stosowanie kwiatów, pomimo wysokiego kosztu ich utrzymania i dostarczania, bardzo poprawia wizerunek marki, indywidualizuje ją i daje konsumentom pełne świeżości spojrzenie na ofertę danego brandu. Oczywiście tylko, gdy pamięta się o podstawach. Niestety w polskich warunkach, wciąż można zobaczyć brudne wazony, kwiaty z listkami pod wodą, czy przetandetne złote wstążeczki, nie wspominając o nieświeżej wodzie, lub jej braku we flakonie czy prezentowaniu zwiędłych badyli. Takie rozwiązania nie poprawiają samopoczucia konsumenta.

Nie zbyt dobrze wyglądają również monety zanurzone w wazonie (widziałem!). Jeśli myślicie, że wrzucił je jakiś zakochany w danym salonie klient, by szybko wrócić, czy ktoś marzący o tym, aby spełniły się jego trzy życzenia – mylicie się. Niektórzy sprzedawcy wierzą w takie metody odżywania kwiatów (wśród innych domowych, niepolecanych przeze mnie: wlewanie wybielacza).

A kwiaty na witrynach? W tym sezonie pojawiają się wciąż i wciąż. I mają sens tylko wtedy, gdy są częścią kompozycji. Jeśli właściciel/ka butiku ustawi w oknach dwa manekiny, a miedzy nimi wazon z gałązkami bzu to zamiast podkreślenia ekskluzywności salonu sprawi, że klienci odbiorą jej sklep jako obciachowy i staromodny.

Także przed nami jeszcze trochę vm’owej pracy, by móc przeprowadzić podobny festiwal jak Chelsea in Bloom. Wierzę jednak, że kiedyś nam się to uda. W końcu nie od razu Londyn zbudowano.

Opublikowano w BLOG

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *